strona główna

Sławomir Szczesio, Piotr Szymański

Wieluń w XVI wieku

W cieniu wielkiej polityki 

    Wiek XVI stanowił bardzo dobry okres w dziejach Wielunia i nazywany był "złotym wiekiem" tego miasta. Ziemia wieluńska odgrywała wówczas ważną rolę w handlu ówczesnej Polski. Przez Wieluń przechodziły ważne szlaki, których znaczenie z czasem jednak zmalało na skutek przeniesienia w 1569 r. miejsca obrad sejmu z Piotrkowa do Warszawy.
W Wieluniu istniało w owym czasie stowarzyszenie o charakterze wojskowym było to bractwo kurkowe (strzeleckie), które w 1516 r. otrzymało statut. Miało ono na celu podnoszenie obronności miasta przez organizowanie dla jej mieszkańców ćwiczeń strzeleckich. W 1551 r. wybudowano w mieście strzelnice, na której członkowie bractwa ćwiczyli w strzelaniu z kusz, łuków, rusznic i hakownic.
    Działał tutaj także w XVI w. renesansowy teatr mieszczański, który pozostawał pod opieką władz miejskich. Wystawiano w nim komedie o charakterze świeckim, a także sztuki okolicznościowe. Reżyserami przedstawień byli miejscowi bakałarze, zaś jako aktorzy występowali wieluńscy żacy. Liczni synowie mieszczan z Wielunia zapisywali się bowiem w XVI w. w poczet studentów uniwersytetu w Krakowie. Warto wspomnieć, iż w teatrze wieluńskim, który był teatrem stałym a nie wędrownym, pracowali jedni z pierwszych polskich reżyserów teatralnych: Aleksy z Wolborza i Delizio Lucas.
    XVI w. wiąże się też w przypadku miasta z obecnością w nim cudzoziemców. W 1566 r. wydano bowiem przywilej królewski Zygmunta II Augusta zabraniający przebywania w Wieluniu Żydom, który został potwierdzony przez Stefana Batorego w 1581 r. Działania te miały położyć tamę osadnictwa żydowskiego w Wieluniu i przewidywały, że przebywający w mieście Żydzi mogli przebywać w nim nie dłużej niż 3 dni. Jednak zakaz nie był respektowany do początków XVII w.
    Z miastem powiązana była znana rodzina Koniecpolskich, w ręku której znajdowało się starostwo wieluńskie. Starostami byli kolejno: Stanisław Przedbor, jego syn Aleksander oraz wnuk Stanisław (późniejszy hetman wielki koronny). Stanisław Koniecpolski jako starosta wieluński witał Henryka Walezego przybywającego do Krakowa na koronację w 1574 r. Natomiast Aleksander Koniecpolski za udział w wojnach z Rosją w latach 1579-1580 otrzymał od króla Polski Stefana Batorego roczną pensję z dochodów starostwa wieluńskiego w wysokości 200 zł, która została później podwyższona do 300 zł. Około 1584 r. A. Koniecpolski został starostą wieluńskim. On też odegrał ważną rolę w czasie walki o koronę polską pomiędzy Zygmuntem Wazą a Maksymilianem Habsburgiem, o czym będzie mowa niżej.
    To tętniące życiem miasto, o które dbali kolejni polscy władcy, nie raz było w XVI w. widownią zdarzeń, które przykuwaly uwagę całego Królestwa, a nawet krajów sąsiednich. Oto najważniejsze z nich.

Królowe w Wieluniu

Bona Sforza

    Oprócz troski polskich władców o Wieluń w XVI wieku, miasto to było powiązane również z losami rodziny królewskiej głównie za sprawa trzech kobiet: Bony Sforzy, Izabeli Jagiellonki i Katarzyny Habsurzanki.
    Wieluń znalazł się bowiem w znacznym majątku Bony Sforzy, która była żoną Zygmunta I Starego. Królowa Polski gromadziła systematycznie ogromne dobra, które oceniano na 16 miast i 191 wsi w Koronie. Jedną z córek Bony i Zygmunta Starego była urodzona w 1519 r. Izabela Jagiellonka. Została ona wydana w 1539 r. za króla Węgier Jana Zapolye, który jednak zmarł rok później. Owocem tego związku był syn Jan Zygmunt. Izabela zdecydowała się na powrót do Polski w 1552 r. Zastanawiano się, jak zapewnić utrzymanie Izabeli. Jej brat, Zygmunt August władca Polski od 1548 r., nadał swej siostrze Krzepice w Koronie i Sanok na Rusi. Natomiast ich matka, wówczas wdowa po Zygmuncie Starym, Bona, wspierając moralnie i materialnie córkę, oddała jej ze swych dóbr Wieluń. Jednak królowa węgierska bawiła najczęściej albo w Krzepicach, albo w Warszawie u boku matki. Izabela ze swym synem przebywała ostatecznie w Polsce przez pięć lat, gdyż w 1556 r. powróciła na Węgry, gdzie zmarła w 1559 r.
    Kolejną kobietą, której losy były przez pewien czas związane z Wieluniem, była Katarzyna Habsburzanka, trzecia żona Zygmunta Augusta (po Elżbiecie Habsburzance, siostrze Katarzyny, i Barbarze Radziwiłłównie), poślubiona w 1553 r. Nie było to jednak szczęśliwe małżeństwo. Władca Polski szybko zaczął odczuwać wstręt do swej małżonki, co tłumaczył jej chorobą oraz brakiem upragnionego potomstwa. I właśnie Katarzyna Habsburzanka przebywała w Wieluniu dwukrotnie. Latem 1559 r. królowa wraz z siostrami królewskimi Anną (późniejsza żoną króla Polski Stefana Batorego) i Katarzyną (matka późniejszego władcy Polski Zygmunta III Wazy) przenosiła się z miejsca na miejsce "z przyczyny morowego powietrza, po całej prawie szerzącego się Polsce". Wtedy to właśnie bawiły one krótko m.in. w Wieluniu. Ponownie żona Zygmunta Augusta znalazła się tutaj już na skutek nieporozumień z mężem. Władca Polski twierdził, że "zamiast żony i matki swych dzieci, ma przy sobie epileptyczkę z dolegliwościami żołądkowymi, usiłującą bronić interesów domu austriackiego", w związku z czym postanowił oddalić od siebie Katarzynę. Rozpadu małżeństwa nie powstrzymały naciski ze strony dostojników kościelnych i przedstawicieli Habsburgów. Zygmunt August chciał wymusić na żonie opuszczenie Polski i w czerwcu 1566 r. polecił jej przenieść się do pogranicznego Wielunia. Tutaj pod opieką miejscowego kasztelana, Jana Krzysztoporskiego, oczekiwała na podjecie decyzji o jej przyszłości. Towarzyszył jej także poseł cesarski, biskup Andrzej Dudycz. Starano się jej uprzykrzać życie m.in. za pośrednictwem marszałka dworu królowej, Gabriela Grabowskiego, który był niechętny Habsburgom. Podobno to właśnie jemu Zygmunt August polecił dokuczać bezbronnej kobiecie, która była szpiegowana, przeglądano jej korespondencję z najbliższymi, wydalono także jedną z dwórek. Podobno na początku 1566 r., w czasie pobytu Katarzyny na zamku wieluńskim Grabowski miał próbować otruć ją wiśniami. Po zjedzeniu owoców u Katarzyny miały wystąpić dolegliwości gastryczne, że lekarz Rupert Fink miał stwierdzić otrucie. Dopiero na skutek użycia środków na wymioty, objawy zatrucia u Katarzyny ustąpiły. Ostatecznie jej przymusowy pobyt w Wieluniu zakończył się w dniu 8 X 1566 r. na wyraźny rozkaz królewski, kiedy to opuściła miasto i przybraną ojczyznę w wieku 33 lat. Wyjeżdżając napisała, iż "odjeżdża, ale nie jest odjazdu przyczyną. Odjeżdża, aby wrócić, jeżeli odmieni się serce królewskie, a powrót taki poczyta sobie za największe szczęście". Resztę życia spędziła w Linzu, a zmarła w lutym 1572 r., zaledwie kilka miesięcy przed śmiercią swego męża, Zygmunta Augusta, który odszedł w lipcu 1572 r. nie pozostawiając po sobie potomka.

 

Habsburg na wieluńskim zamku    

Arcyksiążę Maksymilian Habsburg

    Waznym wydarzeniem o charakterze ogólnopolskim, które powiązane było w pewnym stopniu z dziejami Wielunia w XVI w., jest zbrojny najazd arcyksięcia austriackiego Maksymiliana Habsburga na przełomie 1587 i 1588 r. Po śmierci w 1586 r. króla Polski Stefana Batorego doszło do wyboru dwóch monarchów przez wrogie sobie obozy: grupa skupiona wokół hetmana wielkiego koronnego Jana Zamoyskiego wybrała królewicza szwedzkiego Zygmunta Wazę, syna Katarzyny Jagiellonki i Jana Wazy, natomiast stronnictwo antybatorianskie na czele ze Zborowskimi, Stanislawem Stadnickim i Stanislawem Górka, wybrało arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, który był synem Maksymiliana II i bratem ówczesnego cesarza rzymskiego Rudolfa II. Konsekwencją tej podwójnej elekcji było oblężenie Krakowa w październiku 1587 r., w którym to miała się odbyć koronacja nowego władcy. Uczestnikiem walk o Kraków byl m.in. Aleksander Koniecpolski, ówczesny starosta wielunski.
    Po nieudanej próbie zdobycia Krakowa, w którym wówczas przebywal hetman Zamoyski, liczace 6 tys. ludzi wojska Habsburga rozpoczęły marsz w kierunku na północ w strone Wielkopolski. Celem ich bylo prawdopodobnie Gniezno, w tamtejszej katedrze, miejscu koronacji pierwszych polskich królów, chcieli koronowac Maksymiliana. Jego siły, drogą przez Ogrodzieniec i Siewierz, przybyły do Krzepic, miasta przy trakcie z Czestochowy do Wielunia. Tam, jak wspomina kronikarz Joachim Bielski, "chcąc zimować w Krzepicach okopał się był".
    Okazało się jednak, iż Krzpice nie były miejscem dogodnym do obozowania. Położone byly bowiem wśród bagnistych łąk, co sprawiło, że żołnierzy Maksymiliana zaczęły prześladować choroby. W ich skutek, oraz panujacego głodu i szerzącej się dezercji, liczebność habsburskich oddziałów znacznie zmalała. Żołnierze domagali się powrotu na Śląsk. Jednak sam Maksymilian nie rezygnował, póki co postanowił jednak opuścić niedogodne miejsce i ruszył ze swym wojskiem z Krzepic na Wieluń "go powietrze ztamtąd wygnało, przeto postąpil do Wielunia", jak pisał wspomniany wyżej Bielski.
   Zadanie opanowania miasta arcyksiążę powierzył swemu polskiemu stronnikowi, slynnemu w tamtych czasach awanturnikowi, Stanisławowi Stadnickiemu, znanemu jako "Diabeł łańcucki". Stadnicki przybył pod Wieluń na czele oddziału liczącego kilkuset ludzi. Miasta strzec miała niewielka załoga, prawdopodobnie 50 pieszych i 10 konnych, która mimo dysproporcji sił, stawiała początkowo opór napastnikom. Jednak część miejscowej szlachty oraz mieszczan nie chciała walczyć: "Acz się z przodku poczęli bronić nie źle, bo i ludzi służebnych potrosze zostawił starosta tameczny Aleksander Koniecpolski (który natenczas przy hetmanie był z rotą swoją), jednakże podstarości jego od niektórej przyległej szlachty był namówiony. A mieszczanom też szło o to, aby im przedmieścia nie spalono i poddali sie". W ten sposób oddzial Stadnickiego opanował miasto nie ponosząc przy tym większych strat. W dniu 13 I 1588 r. arcyksiążę Maksymilian wkroczył do Wielunia ze swoimi zwolennikami.
    Miasto leżało blisko granicy, co dawało możliwość szybkiego przemieszczenia się na terytorium cesarstwa, lub też szybkiego dotarcia posiłków. Podobnie jak Krzepice było słabo przygotowane do obrony, więc wojska arcyksięcia przystąpiły do umocnienia Wielunia. Okolica ta Bryla jednak zdrowsza niz. Krzepice, dzięki czemu śmiertelność wśród oddziałów Maksymiliana ustala, czas chorzy powracali do zdrowia. Arcyksiążę oczekiwali na przybycie posiłków ze Śląska, żyjąc sobie wygodnie w Wieluniu i organizując bankiety, na których bawili Sie ze starszyzna. Także i zwykli żołnierze rozlokowani w miesicie i wokół niego uprzyjemniali sobie Zycie pijąc, grając, rabując ludność cywilna. Jeden z uczestników wyprawy Maksymiliana tak opisywali pobyt w Wieluniu: "Tam przebywaliśmy aż do 22 stycznia, przez ten czas niczego nie osiągając. Czas schodził nam na gadaniu bez końca, wygrywaniu na cymbałach i pojedynkowaniu się. Byliśmy tu bardzo pewni siebie, butni, pogardzający wrogiem".

Zygmunt III Waza

      Tymczasem 27 XII 1587 r. w Krakowie odbyła się koronacja Zygmunta III Wazy. Niedługo potem , 14 I 1588 r. hetman Jan Zamoyski wyruszył z Krakowa na czele 6000 ludzi ruszył na spotkanie z wojskiem Maksymiliana. Sejm polski dal "moc hetmanowi koronnemu Janowi Zamoyskiemu postępować przeciw Maksymilianowi, arcyksięciu rakuskiemu z jego wojskiem i przeciw adherentom jego" jako przeciw wrogom Rzeczypospolitej. Zamoyski został także upoważniony do wkroczenia na terytorium cesarskie, czego się sam wcześniej domagał. Siły hetmana koronnego podążały w kierunku Wielunia. Gdy doszło do pierwszych kontaktów miedzy nimi a drobnymi oddziałami Maksymiliana, te ostatnie szybko wycofywały się do Wielunia przynosząc informacje o zbliżającym się przeciwniku. Maksymilian myślał początkowo, iż jest to jedynie oddział Aleksandra Koniecpolskiego, gdyż już kilka razy był zwiedziony fałszywymi informacjami o nadciągającym Zamoyskim. Wysłano wiec oddział Stadnickiego na zwiady. W nocy z 21 na 22 stycznia w pobliżu wsi Parzymiechy wpadł on w zasadzkę ( 23 km od Wielunia) i został rozbity, a pod samym Stadnickim zabito konia. Jednak ostatecznie "diabeł łańcucki" powrócił z resztkami swego oddziału do Wielunia 22 stycznia prowadząc jako zdobycz młodego jeńca. Wiadomość o zbliżającym się Zamoyskim spowodowała panikę wśród zwolenników Habsburga. Tak opisuje to świadek tych zdarzeń: "doszedł do nas ostry krzyk, ze wróg nas podchodzi i jest juz o 1,5 mili od Wielunia. Powtarzano, ze wiedzie z sobą aż 15 tysięcy żołnierzy". Wojska Zamoyskiego nie były tak liczne, jak mogło się wydawać wówczas w obozie arcyksięcia. Doszło do narady wojennej, w czasie której miano zadecydować o dalszych krokach zwolenników Maksymiliana. Niemieccy doradcy domagali się ustąpienia do Byczyny i Namysłowa i powrocie do Polski dopiero po wzmocnieniu posiłkami. Wierzyli oni, iż hetman polski nie odważy się przekroczyć granicy i wejść na Śląsk. Tymczasem polscy doradcy na czele ze Stadnickim uważali, iż wycofanie się na Śląsk spowoduje wzrost pewności siebie zwolenników Zygmunta III Wazy i może przyczynić się do odejścia od arcyksięcia jego polskich zwolenników. Ostatecznie Maksymilian zdecydował się na odwrót. Opuszczając zamek wieluński miał na szybie okna swej komnaty napisać zdobiącym jego pierścień diamentem datę 22 I 1588 r. i zdanie: "Veni, veniam et non tardabo, Maximilanus electus Rex Poloniae", co oznacza "Przybyłem, przybędę i nie będę zwlekał. Maksymilian wybrany królem Polski" .
        Wojska Maksymiliana w pospiechu wycofały się z Wielunia z rozwiniętymi chorągwiami w nocy z 22 na 23 stycznia. Wyruszono tak późno, gdyż oczekiwano na przybycie koni potrzebnych do transportu armat. Marsz był szybki, sam Zamoyski pisał, że "Maksymilian bardzo pospiesza i bez wiele rewerencji jako kto mógł wpadało na szkapy, zbroi siła pomiotali". Przemarsz odcinka 30 km drogi zajął 7-9 godzin, a wiec średnio robiono 3 km na godzinę w warunkach nocnych, przy silnym mrozie, co należy uznać za bardzo szybkie tempo . Odwrót ten przypominał wiec bardziej ucieczkę. W wycofaniu się sil Maksymiliana nie przeszkodził Zamoyski, mimo, iż "leżał w dwóch milach obok Wielunia". Hetman tłumaczył to potem brakiem informacji o planach arcyksięcia i jego wycofaniu z miasta. Jednak bardziej prawdopodobne jest, ze Zamoyski chciał znaleźć się na terenach cesarskich, na których można było zemścić się za rabunki dokonywane przez żołnierzy arcyksięcia na obszarze Królestwa.

Maksymilian Habsburg składa broń przed Janem Zamyskim po przegranej bitwie pod Byczyną.

         Oddziały Maksymiliana przybyły do Byczyny, gdzie połączyły się z posiłkami. W dniu 24 stycznia doszło do krwawej bitwy, w wyniku której hetman Jan Zamoyski rozbił siły pretendenta do tronu polskiego. Zginęło około 3500 żołnierzy maksymilianowych i około 1000 kanclerskich. Zdobyto także liczne chorągwie, armaty i kosztowności. Sam arcyksiążę został wzięty do niewoli. W bitwie tej wyróżniali się Wielunianie ze swoim starosta, Aleksandrem Koniecpolskim. Po bitwie "pojmanej zacnej młodzieży dosyć odprowadzono do Wielunia z Kurczem, hetmanem niemieckim pieszym, a potem na słowo puszczono. Pospolitego człowieka zaraz puszczono za uczynkiem przysięgi, ze nigdy na polskiej ziemi wałczyć nie mieli". Licznych polskich rannych przewożono właśnie do Wielunia: "rannych a postrzelonych, zwłaszcza w ręce i nogi, było najwięcej, które wszystkie do Wielunia wzięto opatrzać".
        Po klesce pod Byczyna arcyksiążę był przejściowo więziony w Wieluniu. Do miasta zostal wprowadzony przez Bramę Gaszyńską, zwaną też Nową. Od tego czasu bramę tą zaczęto nazywać również Maksymilianska.
        Odniesione przez Zamoyskiego zwycięstwo odbiło się głośnym echem w całej ówczesnej Europie. Była to jedna z największych bitew stoczonych przez wojska polskie w XVI w. To właśnie starcie przesądziło o panowaniu Zygmunta III i dynastii Wazów na tronie polskim. W wyniku negocjacji ze strona cesarska 9 III 1589 r. podpisano tzw. układ będzinsko-bytomski, który przewidywał m.in. uznanie Zygmunta III Wazy za władcę Rzeczypospolitej, nie mieszanie się Habsburgów w sprawy wewnętrzne Polski, zrzeczenie się przez arcyksięcia Maksymiliana praw do tronu polskiego. Sam Maksymilian z polskiej niewoli został zwolniony dopiero we wrześniu 1589 r., a w rok później został wielkim mistrzem Zakonu Niemieckiego. W taki oto sposób nie udało się arcyksięciu habsburskiemu zdobyć korony polskiej, natomiast w czasie wyprawy do swego niedoszłego królestwa dane mu było być w Wieluniu, choć z pewnością nie były to wizyty, które milo wspominał.

 

 

Bibliografia:

Bielski J., Dalszy ciąg kroniki polskiej zawierającej dzieje od 1587 do 1598 r ., wyd. F. M. Sobieczczański, Warszawa 1851.
Boras Z., Bitwa pod Byczyna 1588, Katowice 1988.
Cyganski S., Zygmunt August , Wroclaw 1988.
Duczmal M., Jagiellonowie. Leksykon biograficzny , Poznań 1996.
Herman S., Dwie relacje o bitwie byczyńskiej , Zielona Góra 1992.
Kotarski H., Koniecpolski Aleksander , [w:] Polski Slownik Biograficzny , t. XIII, Wrocław 1968.
Plewczyński M., Bitwa pod Byczyna , [w:] „Studia i Materiały do Historii Wojskowości” 1971, cz. 1.
Rudzki E., Polskie królowe. Żony Piastów i Jagiellonów , t. I, Warszawa 1990.
Szczygielski W., Dzieje ziemi wieluńskiej , Łódz 1969.